Regularni podglądacze.

sobota, 26 września 2009

O, Jesieni...

Cześć, cześć, cześć.


Nie myślcie, że przestałam się ubierać, że tak milczę… Ubieram się codziennie, czasem lepiej, czasem gorzej, czasem muszę też nosić mundurek, ale daję radę. Tylko odległość i szkolne obowiązki podzieliły nas z Kasią:( Więc zdjęć nie ma. Tzn. nie było… Bo już są.
To było ogólnie nasze małe powitanko jesieni… Żeby się ubrać zmieszałam na palecie niewyspania rubinowe liście i lekko chmurne niebo, co dało mi fioletowy płaszczyk, obok słoneczne prześwity i liście żółto-złote, co skończyło jako rajstopy;) Jakimś śmieeeesznym przypadkiem okazało się, że mam i fioletowy płaszcz i żółte rajstopy, więc wszystko się ładnie poskładało w całość. I tym sposobem odziałam się w najbanalniejszy zestaw żółty + fioletowy, ale niebanalnie wyjaśniłam podłoże takiego wyboru (wróć do „zmieszałam na palecie…”), więc jest ok.;)










(Aaaale mina...)


Nooo… i tak mniej więcej zamierzam wyglądać całą jesień:) Mniej więcej, czyli oto mój główny na jesień płaszcz. Oprócz tego mam jeszcze kobaltowy grzybek z bufiastymi rękawami ¾, ale na niego jeszcze przyjdzie pora.
Płaszcz - ?
Sweter – bazar
Rajstopy – Gatta
Buty (których jeszcze niiigdy nie widzieliście…) – bazar
Torba – Diverse


Jeśli ktoś by pytał co ogólnie u mnie, to dużo mam na głowie. W szkole długo siedzę, wracam do domu i się uczę. Dużo ćwiczę na skrzypcach, w programie przeważa mi wspaniały barok. Zbliża się Jubileusz Szkoły, więc niedługo będzie więcej prób orkiestry… Ale jakoś daję radę w tym zamieszaniu i jest ok.


Pozdrawiam jesiennie:*

piątek, 11 września 2009

10 Prawd. I nawet jeden gratis:)

Zacznę od przykrego gratisu. Szczerze przepraszam, że tak tu cicho od tak długiego czasu, ale zaczęła się szkoła i owszem, mogłabym pokazywać Wam mnóstwo, ale nie mam zdjęc, prawda?

Więc teraz, wkręcona przez Małą Gosię, wyszukam 10 prawd o sobie godnych wyznania tutaj.

1. Zacznę od tej prostej, która może nie zawsze jest wioczna na zdjęciach. Mam tylko 158 cm wzrostu:) A jak już aparycji jestemy, to wspomnę też cos o moim spaslunowym ciałku... Przez poprzednie dwa lata zdołałam przytyć, uwaga, 20 kilo! Teraz dzielnie nad tym pracuję i stoję na 51 kilogramach, ale przede mną jeszcze 6 do stracenia.
2. Teraz prawda nieco burząca obraz prawdy poprzedniej, tej o chudnięciu. Jak spora częsć swiata jestem fatalnie uzależniona od słodyczy! Owszem, jak już się odzwyczaję, to łatwiej jest mi sobie odmówić, ale jak już sobie nie odmówię... to trudno mi się na nowo odzwyczaic^^
3. Słucham smętów. Smętów, smętów i tylko smętów. Bez przerwy smętów.
4. Z lekka ze mnie flegmatyczka... Wczoraj wracałam ze szkoły tak powoli, że w pewnym momencie wyprzedziła mnie jaka obładowana starowinka, której raczej nie było nigdzie spieszno... Owszem, jak się postaram, to potrafię chodzić szybko. Ale taaak normalnie, to raczej nie należę to zbyt szybkich ludzi.
Jestem też beznadziejnie leniwą bałaganiarą. W pokoju mam bz przerwy nieogarnięty bajzel i nigdy nie wiem skąd się bierze... Ale wszystko odkładam na później, więc może z tego wlasnie. No i wszystko muszę mieć pod ręką! Zresztą... taki sam bajzel mam na ławce w szkole, w szafie, wszędzie... Wszędzie, gdzie tylko wejdę. "I już zrobiłas bałagan", to chyba najpewniejsze słowa, jakie może wypowiedzieć Dawid, jesli akurat go odwiedzam:)
5. Obsesyjnie pochłaniam Gossip Girl. Bez napisów.
6. Moje ulubione dni w szkole, to poniedziałek i czwartek, bo... siedzę w niej wtedy cały dzień. W poniedziałek od 8 do 20, we wtorek do 19. Mam lekcję, przerwę, skrzypce, przerwę i orkiestrę. W przerwach też w sumie zajmuję się głównie nauką, albo po prostu siedzię w bufecie z tym, kto akurat też siedzi, czy tam sama... Ale siedzę 12 godzin w szkole i uwielbiam to! Czasami na to narzekam, ale uwielbiam!
7. Czasami mam wrażenie jakbym siedziała w mało popularnym filmie:) Robię cos prostego, cokolwiek... nie wiem, jadę rowerem i tak, jak czasami ma się deja vu, tak ja czuję, że jestem w filmie...
8. Bez szczególnego powodu uwielbiam barok. Kiedy wszyscy jęczą, że Bach jest do niczego, ja uwielbiam grać Bachai zgaduję, że to włanie program z ostatniego semestru (kiedy grałam Bacha koncert i Partitę, a oprócz tego też barokową sonatę) zapamiętam na całe życie. Gorzej troszkę, że ten barok gram odrobinkę romantycznie, a romantyzmu z kolei nie mogę zniesć i zgaduję, że już romantycznym utworom bym nie dała kompletnie rady.
9. W ubiegłym roku miałam dostateczny z wfu^^
10. Mam nawyk nabywania nawyków. Z łatwoscią mogę sobie co wkręcić, a później nagle to porzucić. To może być smiech, pismo, odzywka, mina, wszystko!

No i na koniec... Prawda jest taka, że każdy ma w sobie jakie maleńkie dziwactwa, których tak naprawdę sam może nie dostrzegać. Zgaduję, że za tydzień, albo nawet za kilka minut znalazłabym kolejne 10 'prawd', które dziwią jedynie przez internet. Na codzień są normalne... Ciągle dziwaczne, ale normalne:)

Ja do zabawy wkręcam, hm... Aema i Gia Illusion :*

A jednak mam dla Was zdjęcia dwa z nibysesji z inauguracji roku szkolnego 2009/2010... :)

Bluzka - SH
Spódnica - ?
Nerdy - OFF
Bransoletka - nie mój, ale DIY
No to do zobaczenia, oby jak najszybciej;)

piątek, 21 sierpnia 2009

Hello. I am a vampire.

Czeheeść...;)
Tytułowanie zdjęć "Cześć, jestem.." zaczęło mnie odrobinkę bawić, ale tylko odrobinkę, więc jakoś sobie nie odmówiłam. I też nie żartowałam...;> Aha, aha...

Uwaga, słowotok zaczynam!
Koncept sesji wampirowej/wampirzej/wampirskiej (jak mówi mój tato) zrodził się podczas sesji w makach, pod wpływem Dawidowej fascynacji Zmierzchem (Buu!). Nie ukrywam, że średnio mi się to widziało przez pierwsze, haha, 5 minut! Później pomyślałam, że to jednak moooże być fajne;)
No i zaczęło się... przekładanie! Aż wreszcie przełożylismy ją z dnia na dzień, na piątek^^
I nastąpił etap przygotowań i stylizacji...
Jako że moje włosy nie są najbardziej podatne na wszelkiego rodzaju, hm, zmiany kształtu, to za głupie fale muszę się zabierać już dzień wcześniej. Dziś więc cały dzień przesiedziałam w warkoczykach hand-made by SamozwańczoAleRzeczywiście-Boski David M., uroczo posklejanych gumą do kreatywnej stylizacji, żeby później oddać je w ręce wcześniej już wspomnianego Dawida... Przez chwilę tego żałowałam, tracąc świadomość i czucie na głowie, w bólach tapiru, ale myślę, że końcowy efekt jest dość, hm, powalający jednak^^
Na krótką historyjkę zasługują buty... mojej mamy. Ojciec przywiózł je kiedyś, kiedyś, jeszcze jak byłam mniejsza niż teraz, z Holandii. Niby wtedy były limitowaną edycją, teraz można je normalnie dostać (za jakieś 974.24zł...tiaaaa...). Jako pierwsze przyszły mi na myśl w związku z tematem "wampiry". Ostatecznie Dawid i Kasia byli niezadowoleni, ale byłam uparta!
Już, już... przepraszam za słwotok - zdjęcia...
Są już w miarę rozmiarowo, ale proooszę, klikajcie - efekt jest o niebo lepszy!


Tadaaaam...



 
I oczywiście... Bez nieudanych scen, nie ma udaje sesji!
Bój się!
Jak na rolkach i jak moja mama^^
Naprawdę na początku ciężko nam było spokojnie i poważnie stanąć jak majestatyczne posągi, patrzeć się prosto na siebie i nie wybuchać śmiechem. Ale nie było źle - powyżej najbardziej hardkorowe wykrzywienia jakie nam się trafiły:)
Dawid! Wynocha z kadru!
Pokaż emocje, pokaż złą minę!
A to jest fajne, ale no... nie wampirskie!^^
Ale to jest, haha, meeeegawampirskie! ^^
Ciuszki? Ciuszki...
Koszula z falbaniastym żabotem - MADONNA Fashion Collection, ale po mamie^^
Wetlooki, które oczywiście widzicie po raz pierwszy - też po mamie...
Buciory - New Rock, haha, też po mamie!
Koraliki - Kasia miała na chacie, nie?


A Dawidowi wszystko wygrzebaliśmy w ostatniej chwili z szafy, więc nie wiem^^'

Buźki umorusaliśmy sobie podkładem i pudrem z Avonu (oba chyba Ivory), a oczka czarną kredką, cieniem i troszkę Dawid pastelami suchymi... O ile kogoś to interesuje;)


Teraz zaznaczam wyjątkowo dumnie.
Mieszkamy w Przemyślu! Nie w Poznaniu, nie w Krakowie... Nie, w Przemyślu:)
I serio było mi miło kiedy w komentarzach znalazłam skojarzenie z takimi miastami, podczas gdy w rzeczywistości radzimy sobie jakoś w tej naszej mieścinie... Uznałam to za niezły komplement:)


Ogólnie, to jak już tak mówię o mieście... Podczas tej sesji znaleźliśmy kilka uroczych wnętrz, do których pewnie jeszcze wrócimy...;>


I buziaki gorące o smaku przesłodzonej kawy:** Papapaaaa;)

czwartek, 20 sierpnia 2009

Hi. I am hippie.

Za tydzień koniec wakacji, wiecie?
Porządnie mną wstrząsnęło, jak zaglądnęłam w kalendarz. Natychmiast przemknęły mi słowa Dawida z początku lata - Hej, mamy przed sobą caaaałe wakacje i mnóstwo sesji. Noo, i przykra prawda jest taka, że sesji się narobiło, ale tylko w planach. Motywy mamy już rozłożone nawet na zimę! A na wakacjach, na wakacjach był fashion, był spontan... ale nie było Dawida!
I dziś też nie ma!
Ale, nie ukrywam, że to jego sms obudził mnie i Kasię, żeby wreszcie się gdzieś ruszyć:)
Tylko to pytanie, to okropne pytanie : No a jaki motyw?
Huh, no właśnie... wszystkie motywy są już zarezerwowane. Więc tym razem, ubrałam się baaardzo codziennie (serio) i bardzo aktualnie. Bo ostatnimi czasy tak się właśnie noszę. Mieszają się tu moje OFFowe przyzwyczajenia, zamiłowanie do klasycznego już dla mnie schematu niby z lat 80', fascynacja hippie hairband, no i sposób na brak grzywki... Śmiejcie się, ale moja urocza metropolia śreeeednio to wszystko znosi, zachowują się, jak ostatnie prostaki, dziś w lodziarni jedna przemiła pani postanowiła nawet zrobić mi po cichu zdjęcie, ale chyba zapomniała o lampie:/ Aleee, ja za to znoszę i noszę to wszystko stylowo i z klasą
^^
Więc, wracając do naszej uroczej opowiastki... Szukałam, szukałam motywu, aż wpadł mi w ręcę wodoodporny marker... Taaak. Ten, który kurzy się od dłuższej chwili, bo tak samo, jak komplet pisaków miał być zużyty na zajebiste projekty DIY... Buu.
No to zabrałam się za tenisówki...;>
Ogólnie, to strasznie się bałam tego wzoru, bo nie chciałam sobie zepsuć tenisówek, a jakoś nie wierzyłam, że mi się udadzą. Jeeeednak, po kilku liniach nabrałam z lekka pewności i sruuu... zabrałam się nawet później za torbę!
Ale ok, ok... Może zdjęcia, coo? Od tazu apeluję, klikajcie! Klikajcie, bo pracuję w wersji roboczej Bloggera, a tu są jakieś problemy ze zmienianiem rozmiaru... Więc klikajcie!
Najpierw te mniej serio.
Wspominałam coś o niefajnych reakcjach przemyskiego społeczeństwa? Cóż, tym razem nie pozostałam dłużna...
Maaała gimnastyka? Nie, serio nie wiem co to^^
Już nawet legginsy lecą mi z tyłka... nieeepojęte!
I bardziej serio, ale mniej^^ Oddałyśmy się dzisiaj właściwie Practice... zrobiłyśmy aż chyba siedem zdjęć, w tym dwa na zebrze (przejściu dla pieszych...), no i czekam aż się wywołają:)
A na koniec dzieło mojego (dotychczasowego) życia!
Uwaga, uwaga...
Iście jesienne, iście na nadchodzący sezon, iście backtoschoolowe, iście...
Noooo... i kończę chyba.
Top, do którego nareszcie schudłam! - SH (atmosphere)
Kamizelka, która jest za duża, ale kocham ją całym sercem! - SH, zresztą z tych samych zakupów,co top (Clockhouse by C&A)
Wetlooki, z którymi się nie rozstaję - po mamie
Pseudoażurowe skarpetki  - kradzione. z szuflady siostry.
Pearl Hairband - Cubus
Torebka, która jest spełnieniem moich torebkowych marzeń, ale mogłaby być bardizej pakowna - też kradziona. od babci.
No i tenisówki... - allegro.pl (atmosphere) + papierniczy, czyli DIY.
Papapaaaaa :*

wtorek, 18 sierpnia 2009

Skąd takie opóźnienie? Wciąż nie mogę się dostać na bloggera, więc, buu, postanowiłam zainstalować IE. No i jestem:) No i mogę zrelacjonować jako tako mój Krakowsko-Sląski wypad (czy ktos może mi powiedzieć dlaczego tu nie ma "si"?!)

Więc.
We wtorek rano wyruszyłysmy, a niedługo po południu już szwędałymy się po Krakowie:) Tam oglądałysmy głównie Stare Miasto i Galerie. Jadłysmy nalesniki z brokułami i seem żółtym (gorąco polecam!) i zaczepiałysmy ludzi^^ Oczywiscie...

Na Kazimierzu postanowiłam kupić okulary...
A ostatecznie...
Podpicowane lenonki w oprawkach koloru spranej fuksji o odcieniu lila - to jest oficjalna nazwa;)
A w Galeriach? W Galeriach się woziłysmy...

Ja od czasu do czasu omdlewałam...
Oglądałysmy wystawy...
( A ja mam lepszą zebrę...)
(Te spodnie są suuuper...)
Przymierzałam różne drobiazgi, jak np opaska za 70 zł...
I oczywicie nie odpuciłam sobie waniliowego shake'a...
W międzyczasie zahaczyłymy o muzeum...
A i tak poza nim oglądałysmy maleńkie dzieła sztuki...
I z Krakowa wyjechałymy na Sląsk.
Kierunek - Sosnowiec. I kolejna Galeria...
I znalazłymy urocze zdjęcia w Promodzie. A rzuciły nam się w oczy, bo... myslałysmy, że to ja!^^
Następny przystanek? Mysłowice i Słupna Park.
O tak, żeby się rozejrzeć...
Hihihi...
Zawędrowałysmy też na Stadion Sląski, gdzie Kasia wypłakała ze szczęscia wszystkie łzy na koncercie U2:)
No i przyszła pora no OFFa...;>
Było zabawnie^^
Nie-Loco Star, a Tres.b:
Pustki:
Health^^:
I moim zdaniem najlepsza, Marissa Nadler:
Fenomenalne Final Fantasy:
I niezapomniana Maria Peszek:
I Jeremy Jay, który jest tu tylko dlatego, że podoba mi się zdjęcie^^
Jeli chodzi o zdjęcia, to niestety wszystko, co mam teraz tutaj do dyspozycji. Od razu przepraszam, że takie jakie kiepskie wymiarowo (trzeba klikać), ale kompletnie nie mogę zapanować nad Bloggerem ostatnimi czasy:/
Podsumowując:)
Poznałam nowe smaki lodów:
- Mojito
- Sorbet Mango
- Pinacolada
- Sorbet Pomarańcza
-Biała Czekolada
Poznałam nowych wykonawców:
- Tres.b
- Marissa Nadler
- Final Fantasy
- BiFF
- Pustki
- Gaba Kulka
Pozbierałam trochę autografów (w tym podziękowanie za wzwód dla Dawida od Peszkowej^^).
Nie rozstawałam się z ekotorbą Glamoura od 14 po południu, do 4 nad ranem.
Schudłam 3 kg^^
 A jeżeli ktos by pytał, czy dobrze się bawiłam, to odpowiem...
Jadę za rok!

czwartek, 13 sierpnia 2009

Utknęłam.

Nadal, ale już nie na długo jestem bez zdjęć z OFFa. Szykowna od dawien dawna sesja na razie stanęła pod wielkim znakiem zapytania, ale może wymylimy z Kasią co w zastępstwie. Pogoda się psuje. I jeszcze do tego, nie mogę korzystać z Bloggera! Teraz jako męczę się na Explorerze, ale to nie zmienia faktu, że normalnie nie mogę się zalogować. Dlatego nawet nie komentuję.
Sora z wora, moi Drodzy. Cos wymyslę, dostanę zdjęcia, zrobię sesję i walnę posta, jak powiesć;)
Buuźka;)*

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

OFFchoroba.

Wróciłam z OFFa. Było zajebiście, to nie ulega wątpliwości^^
Poznałam mnóstwo świetnych zespołów, już wiem, że moja gusta niezmiennie kierują się w stronę indie folk i indie pop, czasami też indie rock, a że OFF, to indie wszystko, to było idealnie:)
Na razie średnio mam zdjęcia, ale jakieś się w końcu znajdą^^
Mam też kilka zdjęć krakowskiego Street Fashion:)

No a teraz troszeczkę cierpię... Migrena, zdaaarte gardło, obolałe wszystko, niewyspanie, rozdwojone paznokcie... OFFchoroba - najwspanialsza na jaką mogłam zachorować^^

Oprócz tego, że na OFFie, to siedziałam jeszcze pod Stadionem Śląskim i słuchałam koncertu U2. Też było super^^

No, i w sumie operuję jednym zdjęciem:)

 
I to taki tylko, żeby było wiadomo, że wróciłam:)
Buuźka:*